Pięćdziesiąt odcieni czeskich nastrojów antyimigranckich

Na mieszkańców niewielkiego morawskiego miasta Uherské Hradiště padł strach. Szerzyła się bowiem pogłosła, według której „dotarli już i do nas”. Rzecz tu o nielegalnych imigrantach, których widmo ostatnio majaczy nad Republiką Czeską. Kiedy grupa czarnoskórych przybyszów już znalazła się w rękach policji, okazało się, że to tancerze z afrykańskiego Beninu uczestniczący w folklorystycznym festiwalu.

Ten humorystyczny incydent stanowi metaforę nastrojów, które w ostatnich miesiącach zapanowały w Czechach. Z jednej bowiem strony mamy najzupełniej realny problem wzrastającego napływu uchodźców i imigrantów, o którym przeciętny zjadacz chleba dowiaduje się choćby z dramatycznych reportażów z okolic basenu Morza Śródziemnego, a z drugiej lawinowo narastają obawy niemałej liczby Czechów oraz Słowaków, które czasem przybierają postać histeryczną, mimo że w porównaniu z Włochami ten problem dotyka ich w stopniu minimalnym.

Atmosferę podgrzewają doniesienia medialne. Czytelnicy gazet czy widzowie stacji telewizyjnych dowiadują się tak, że przy wzmożonych ostatnio kontrolach policja zatrzymuje 15 nielegalnych imigrantów dziennie czy że w ciągu tego roku zatrzymano już 2500 osób. Naturalnie Czechy odgrywają tu rolę kraju tranzytowego, tym nie mniej liczby robią wrażenie.

Wymierne dane na temat atmosfery społecznej przynoszą badania opinii publicznej z ostatnich miesięcy przeprowadzane przez Instytut Socjologii Czeskiej Akademii Nauk. W kilku niezależnych od siebie badaniach respondenci wyrazili takie oto poglądy. Łącznie 66 % badanych zgodziło się ze stwierdzeniem, że cudzoziemcy są powodem wzrostu przestępczości (suma głosów „raczej tak”, „zdecydowanie tak”). 33% badanych jako realną i dużą groźbę wskazało uchodźców, zaś 18% upatruje jej ze strony cudzoziemców. Całych 16% zapytanych pragnie uniemożliwić cudzoziemcom długotrwały pobyt, a łącznie 67% nie życzy sobie, aby na trwale osiedlili się w kraju.

Nie chcemy Islamu

Ale te nastroje nie wyrażają się tylko w wykresach badań socjologicznych. Nadają one dynamikę życiu społecznemu i politycznemu. Rozmachu nabiera inicjatywa Islamu w Republice Czeskiej nie chcemy, która w jest czymś w rodzaju czeskiej Pegidy. Ruch ten pod przewodnictwem entomologa i pracownika naukowego Martina Konvički toczy w mediach już od dłuższego czasu walkę na słowa z islamizacją i organizuje demonstracje, raczej jako swojego rodzaju echo wydarzeń w Europie i Azji niż odpowiedź na skromne czeskie muzułmańskie środowisko.

Logo - Nie chcemy Islamu w Czechach
Logo – Nie chcemy Islamu w Czechach

Jakkolwiek ją oceniamy, gwałtowność reakcji Czechów nie powinna nikogo zaskoczyć, jeśli przyjrzymy się z szerszej perspektywy. Nasilenie fundamentalizmu, spektakularne ataki terrorystyczne w ostatnich latach nie tylko sprawiły że zagadnień imigracji i bezpieczeństwa nie da się rozpatrywać w oderwaniu od siebie, ale doprowadziły że w debacie publicznej doszło do ich utożsamienia. Stąd niepokój, który w wśród Czechów wywołuje wizja przyjęcia uchodźców z ogarniętych konfliktami regionów.

Beneficjenci obaw

Ale tło problemu jest jeszcze szersze. Krytyczny pogląd na to, co określa się mianem ideologii multikulturalizmu wdarł się do głównego nurtu myślowego społeczeństw europejskich i narody na wschodzie kontynentu nie są wyjątkiem. Niegdysiejszy elektorat lewicy, dziś przesuwa się do partii antyestablishmentowych, które mają w krwi nieufność wobec instytucji międzynarodowych, elit (przy całej umowności tego pojęcia), panującego konsensusu, a nader wszystko niechęć wobec poprawności politycznej.

W Czechach wyraża się to popularnością gburowatego a chwilami wulgarnego, ale niezwykle swojskiego prezydenta Zemana, który nie kryje swojej głębokiej niechęci do prasy, salonu (w czeskim oryginale „pražská lumpenkavárna” czyli praska lumpenkawiarnia) czy też islamu. Innym beneficjentem był czesko-japoński przedsiębiorca i ksenofob Tomio Okamura, którego populistyczne hasła i antyromskie slogany wystrzeliły do parlamentu pod szyldem Świtu Bezpośredniej Demokracji. Po dość szybkim rozłamie w łonie partii Okamura kontynuuje boj pod sztandarem nowej formacji Wolnej i Bezpośredniej Demokracji.

Tomio Okamura, źródło Lidovky.cz
Tomio Okamura, źródło Lidovky.cz

Podobnie jak prezydent Zeman, czescy socjaldemokraci umieją czytać nastroje społecznie i najzupełniej wbrew tradycji lewicy zamiast odwołań do solidarności ze słabszymi i uciskanymi w niemieckim czy szwedzkim stylu otwarcie kontestują europejskie imigracyjne kwoty.

Można zaryzykować tezę, że czeskim społeczeństwie anno 2015 rozlega się pomruk sprzeciwu wobec błędów polityki migracyjnej popełnionych przez niefrasobliwych polityków krajów zachodnich w poprzednich dziesięcioleciach, jakoby Czesi chcieli dać do zrozumienia, że nad Wełtawą to nie przejdzie.

Szubienice w Pradze, źródło Lidovky.cz
Szubienice dla zdrajców narodu. Demonstracja w Pradze, źródło Lidovky.cz
Reklamy

2 uwagi do wpisu “Pięćdziesiąt odcieni czeskich nastrojów antyimigranckich

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s