Dżihad w Pradze

Były karabiny, wystrzały, brodaci fundamentaliści i wielbłąd. Był też medialny skandal. Polityczna antyislamska prowokacja zorganizowana pod pozorem bicia na alarm przed niebezpieczeństwem islamizacji, skupiała w rzeczywistości uwagę na osobie jej głównego prowodyra. Przede wszystkim jednak stanowiła studium na temat klimatu społecznego w Republice Czeskiej.

Czerech brodatych i wielbłąd

Słoneczna niedziela na Rynku Staromiejskim w Pradze stanowiła dziwną scenerię dla pstrokatej menażerii, która nawiedziła do rojące się od turystów centralne miejsce stolicy Czech. W jej skład wchodziło kilku mężczyzn o fałszywych brodach odzianych a to w moro, a to szaty bliskowschodnie i uzbrojonych w airsoftowe karabiny, samochód terenowy w barwie piaskowej oraz wielbłąd.

Mózgiem operacji był mężczyzna, który na rynek wjechał triumfalnie na grzbiecie wielbłąda, a po przeniesieniu się do auta wygłaszał przemowy stojąc na platformie w tylnej części pojazdu. W toku niedługiego i cechującego się komizmem przedstawienia pozujący na wojowniczego imama docent Konvička snuł wizję wprowadzenia prawa koranicznego w Pradze w akompaniamencie okrzyków swoich pobożnych towarzyszy i z czarną chorągwią Państwa Islamskiego powiewającą za plecami. Kulminacją tego cyrku miała być egzekucja noszącego charakterystyczny oranżowy kombinezon więźnia, ale zanim do tego nastąpiło, happening przerwała obecna cały czas policja. „Islamistom” udało się zawczasu dokonać przynajmniej symbolicznego zniszczenia kilku książek.

Triumfalny wjazd na wielbłądzie. Zdjęcie: a2larm-cz
Triumfalny wjazd na wielbłądzie. Zdjęcie: a2larm.cz

Docent Konvička

Tu warto się zatrzymać i pokrótce przedstawić reżysera tych wydarzeń i najbardziej rozpoznawalną twarz czeskiego ruchu oporu przeciwko (nie jak na razie przebiegającej) islamizacji kraju. Martin Konvička to postać z pozoru nienadająca się do roli krzyżowcy. Nie predestynuje go do tego połączenie dobrotliwego nazwiska i kurczowego, nerwowego uśmiechu, którym kończy zdania czy też reaguje na trudne pytania. Ten uznany specjalista od entomologii obdarzony został przez naturę swoistą komiczną aurą, która sprawia, że nawet najradykalniejsze jego wypowiedzi bardziej konsternują niż oburzają. Budzi nawet swojego rodzaju litość, gdy maglowany przez dziennikarzy na temat słów padających w trakcie fejsbukowych debat, przechodzi do ulubionego stylu obrony, zawierającego się w stwierdzeniu „moje słowa zostały wyrwane z kontekstu”. A amunicji nieprzychylnym wobec niego dziennikarzom dostarczył na lata do przodu np. odgrażając się zmieleniem muzułmanów na mączkę kostną lub odebraniem obywatelskich praw sympatykom religii Mahometa. Choć wygłasza swoje osądy z wiarygodnością Rumcajsa, to nie sposób mu odmówić determinacji.

Środowisko swych zwolenników buduje bowiem nieprzerwanie od roku 2009, kiedy to założył na Facebooku grupę Islamu w Czeskiej Republice Nie Chcemy. Grupa przekształciła się następnie w ruch społeczny, a ten dał początek ugrupowaniu Blok Przeciw Islamu, które jednakże rozpadło się częściowo w wyniku nieudanych flirtów z oficjalnymi partiami politycznymi a częściowo oraz na skutek konfliktów w gronie kierownictwa. Wkrótce pojawiła się nowe publiczne wcielenie ugrupowania, czyli Inicjatywa Martina Konvički.

Przedstawienie na Rynku Staromiejskim Zdjęcie: a2larm.cz
Przedstawienie na Rynku Staromiejskim Zdjęcie: a2larm.cz

Rozgniewany salon

Niebawem po akcji w środkach przekazu nastąpiła istna burza. Wszystkie komentarze prasowe potępiały Konvičkę et consortes w czambuł. Odwoływano się do relacji świadków, w myśl których przedstawienie, wywołało ogromny niepokój turystów m.in. z Belgii i Izraela. Namacalnym dowodem na szaleństwo organizatorów było wideo z praskiej restauracji Kotleta, gdzie widz może dostrzec ludzi wbiegających w popłochu do środka lokalu. „W innym kraju Konvička by skończył w więzieniu” pisał popularny portal Idnes”. Krytyki nie szczędzili też eksperci ds. bezpieczeństwa. „To porażka wszystkich służb i uczestników, włącznie z organizatorami” skwitował były szef wojskowego wywiadu Andor Šándor. Nawet krytyk islamu i prowokator w jednej osobie prezydent Zeman oznajmił dobitnie, że „Konvička to wariat”.

Fałszywy imam przemawia. Zdjęcie: a2larm.cz
Fałszywy imam przemawia. Zdjęcie: a2larm.cz

Kontratak wyszedł ze strony ludu komentującego forów i portali internetowych. Mniej i bardziej wybrednie podkreślano, że krążące w sieci filmy z miejsca zdarzeń dokumentują raczej rozbawione czy nawet obojętne w najgorszym przypadku skonsternowane twarze widzów. Wyjątkiem było kilkoro gapiów wykrzykujących gniewne hasła pod adresem przebierańców-dżihadystów, ale generalny ton to rozbawienie oraz zaciekawienie i tym mieli rację liczni obrońcy prowokatora. Jednocześnie konsekwentnie wypierali oni ze świadomości, że wystrzały z airsoftowe broni rozlegające się w przerwach między parodystycznymi przemówieniami imama, mogły zaniepokoić kogoś przechodzącego nieopodal, zwłaszcza w realiach roku 2016. Mniej więcej w tych samych dniach bowiem panikę na lotnisku w Los Angeles spowodował mężczyzna przebrany w kostium Zorro. To, że zatrwożonych reakcji – poza wspomnianym nagraniem – nie widać, nie znaczy, że ich nie było.

Wśród pierwszych ofiar była karykatura lewicowek aktywistki. Zdjęcie: a2larm.cz
Wśród pierwszych ofiar była karykatura lewicowek aktywistki. Zdjęcie: a2larm.cz

Bez półcieni

Niezależnie jaki był rzeczywisty przebieg widowiska, wielu Czechów zyskało – czy też może raczej potwierdziło dawno powzięte – przeświadczenie, że środki przekazu, a ogólniej rzecz ujmując elity alias salon kłamią jak z nut i dziko ujadają na odważnego krzyżowca Konvičkę. Ci który są mu przychylni dostali ku temu kolejny dowód, a ci którzy w nim widzą faszystę i diabła znienawidzili go z jeszcze większą siłą.

Od samego teatrzyku na Rynku Staromiejskim ciekawsza jest bowiem właśnie następująca po nim medialna burza, która kilku rozbłyskach ujawniła krajobraz społeczny w całej jego ostrości i prostocie, krajobraz – dodajmy – niechętny półcieniom. Ów krajobraz jawił się obserwatorom spoza Czech długo jako ospały i nieruchawy, choć podobnie jak w innych krajach pokomunistycznych rosło tam po cichu społeczne ciśnienie i poczucie oderwania klasy politycznej od statystycznego obywatela. Pozorny spokój zakłócały erupcje ludowego gniewu skierowane przeciw temu czy innego rządowi lub też czeskim Romom.

Ostatnie dwa, trzy lata upływają jednak pod znakiem ogromnego kolektywnego niezadowolenia, które przejawia się na wielu frontach, w tym też poprzez problemy zastępcze. Do nich należy niewątpliwie problem imigrantów, których w Czechach jest tyle, co kot napłakał. Z jednej więc strony protesty tego typu rażą swoją bezpodstawną głupotą. Z drugiej jednak mają w sobie też element prewencyjnego – ba niepozbawionego racjonalnego pierwiastka – lęku. Dzisiejsza opinia publiczna różni się bowiem od tej sprzed lat dziesięciu czy dwudziestu.

Przełamany został monopol tradycyjnych środków przekazu i tak do ogółu ludzi docierają niepokojące informacje o stanie społeczeństw zachodnich. Wrażenie, że doszło do swoistych socjalnych eksperymentów nie jest zupełnie chybione, a przekonanie, że do nich doszło ponad głowami wyborców jak najbardziej trafne. I chyba dlatego Czesi krzyczą jakoby z wyprzedzeniem i na wyrost „z nami się wam tak łatwo nie uda”. A docent Konvička stał się jednym z beneficjentów wyzyskujących nośny temat imigracji. Logika sytuacji wydaje się prosta – i powinna odbijać się znajomym echem w polskich uszach -, ale dla zacietrzewionych oponentów tkwiących w okopach na obu stronach frontu prawda znajduje się poza polem widzenia.

źródła: ČRo, idnes, lidovky.cz, novinky.cz, a2larm.cz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s