Czeski film. Dymisja której nie było.

Świat już widział najróżniejsze konferencje prasowe, ale ta która odegrała się na początku maja na praskich Hradczanach była wyjątkowa. Zaczęła się prezydenckim podstępem a skończyła utarczką pomiędzy głową państwa oraz premierem. Jej tło dostarcza lekcji poglądowej na temat układu sił w czeskiej polityce.

Ujęcia prezydenta Zemana lekceważąco wymachującego laską na premiera i następująca po nich publiczna wymiana cedzonych przez zęby zgryźliwości podniosły temperaturę w kociołku czeskiego życia publicznego, w którym i tak już kipiało.

Zaledwie dwa dni wcześniej zawrzało, kiedy socjaldemokratyczny premier Sobotka oznajmił, wprawiając zresztą w zmieszanie wszystkich łącznie z partyjnymi kolegami, iż jest gotów podać się do dymisji. Powód? Pytania piętrzące się wokół ministra finansów Andreja Babiša.

Punkt zapalny – Babiš

Tu zatrzymajmy się przy postaci pochodzącego ze Słowacji Andreja Babiša, aby zrozumieć lepiej kontekst. Do owego ministra przylgnęło nie bez przyczyny określenie „oligarcha”. Dzięki drapieżnej naturze i dawnym powiązaniom Babiš zaczął bowiem karierę w handlu zagranicznym już przez 1989 – dorobił się wielkiego majątku i należy dziś do największych potentatów przemysłu spożywczego, chemicznego i rolniczego na obszarze dawnej Czechosłowacji. Nie był jednak szerzej znany do roku 2011, kiedy to postanowił spróbować szczęścia w polityce. W 2013 jego ugrupowanie o lakonicznej nazwie ANO znalazło się w parlamencie zdobywając 18,65 procent głosów i drugie miejsce w rankingu wyborczym, zaraz po socjaldemokratach. To oszałamiający sukces nawet jak ja epokę rozkładu tradycyjnych ugrupowań. Połączenie roli potentata i odbiorcy państwowych i unijnych dotacji ze stanowiskiem ministra finansów i to w osobie polityka szermującego hasłami o odnowie państwa i walce z korupcją nie specjalnie zgorszyło czeskie społeczeństwo. W 2013 Babiš poszedł za ciosem i kupił wydawnictwo drukujące dwa największe dzienniki w kraju, wieńcząc tym samym dzieło koncentracji władzy i monstrualnego konfliktu interesów.

Upływające lata przynosiły kolejne pytania na temat działalności Babiša i sposobu budowania przezeń jego przemysłowego imperium. Stanowiły one wdzięczny oręż w rękach zarówno partnera koalicyjnego – w koalicji trzeszczało bowiem od początku – oraz przedstawicieli prawicowej opozycji. Swoista kulminacja nastąpiła na jesieni 2016, kiedy to wybuchła afera znaną jako „Bocianie Gniazdo”. Sprawa to w gruncie rzeczy błaha na tle olbrzymiego konfliktu interesów ministra, ale tym łatwiejsza do ogarnięcia przez statystycznego wyborcę. Babiš zbudował konferencyjne centrum z restauracją i hotelem, a następnie wydzielił kompleks przekazując go w ręce trzecie, tak aby nowo powstała firma spełniała formalne kryteria małej działalności gospodarczej i mogła otrzymać przysługujące jej dotacje. Chytry pan minister zadał kłam najpowszechniejszemu ludowemu urojeniu, wyrażanego najczęściej w słowach „Ma tyle pieniędzy, że na pewno nie idzie do polityki, żeby kraść”, ale lud ma w sobie odporność na siłę dowodów rzeczowych i stąd afera nie zatrzęsła pozycją ANO. „Spisek, konspiracja, układ wierzga nogami, wszystko wyjaśniłem” to ograne hity z repertuaru oligarchy, do których przywykli jego oponenci. Nagi król idący w zaparte i kierujący oskarżycielski paluch w stronę innych to najwyraźniej nie tylko polska specyfika. Tu można dodać, że koalicjanci wespół z opozycją zmusili Babiša do przekazania jego firm do funduszu powierniczego, ale krok ten był bardzo spóźniony i nie wiemy wiele na temat jego skuteczności.

Atmosfera gęstnieje

Powróćmy do Sobotki. Trudno powiedzieć, czym się powodował składając oświadczenie o złożeniu dymisji właśnie teraz. W mediach przebiega kolejna burzliwa debata o interesach ministra finansów. Chodzi o zakup obligacji, przy którym Babiš najwyraźniej usiłował uniknąć opodatkowania, jednakże z punktu widzenia czytelności i łatwości zrozumienia przez społeczeństwo, nijak ma się to do Bocianiego Gniazda, więc stanowiłaby chybiony wybór momentu ofensywy.

Bocianie Gniazdo, źródło capihnizdo.cz
Bocianie Gniazdo, źródło capihnizdo.cz

Inne cisnące się na usta pytanie brzmi, dlaczego uciekł się do aktu desperacji zamiast uciec się do usunięcia wicepremiera. Sam Sobotkautrzymuje, że odwołanie Babiša uczyniłoby z niego męczennika i stąd taki radykalny ruch. W kulisach krążą z reszta pogłoski, iż decyzja padła, po nieudanych próbach przekonania prezydenta do konceptu odwołana ministra finansów. Przesłanie premiera było dlatego jasne – wymieńmy członków rządu, a co do koalicji, niech dotrwa ona do wyborów.

Dziwnym trafem nazajutrz wyciekły nagrania, na których człowiek o głosie i sposobie mówienia łudząco podobnym do ministra finansów harmonizuje wraz z dziennikarzem wydawnictwa Mafra wybór tematów artykułów w dziennikach tego wydawnictwa oraz daty ich publikacji z bieżącymi celami politycznymi.

Milimetry od samobója

Kolejny dzień przynosi przedziwną konferencja, która przeistacza się potyczkę na szczytach władzy. Tuż przed spotkaniem Sobotka zmienia zdanie w kwestii dymisji, kierując się podejrzeniem, że prezydent wbrew przyjętym procedurom zdymisjonuje tylko szefa rządu, a resztę rady ministrów pozostawi bez zmian. Tym samym jego zagranie va bank straciłoby sens, ba stałaby się czymś w rodzaju niezdarnego samobója.

Przedziwna konferencja prasowa, źródło Novinky
Przedziwna konferencja prasowa, źródło Novinky

Namiętności rosną w miarę jak do medialnego kontrataku przystępuje z jednej strony Sobotka a z drugiej minister finansów. Oskarżenia o machinacje finansowe przeplatają się ze starą śpiewką Babiša o wierzganiu się korupcyjnego układu.

Pakt siłaczy

Zeman swoim zwyczajem postanowił grać na nerwy i przyjął postawę wyczekującą. To jego ulubiony numer, który wykonuje z lubością od momentu przejęcia władzy. Polega on na nadymaniu swej roli i przekonywaniu opinii publicznej, iż klucz do rozwiązania sytuacji ma właśnie on. W obliczu braku systemu prezydenckiego pozostaje mu puszenie się i gra z pogranicza łamania konstytucji.

Od dawna było tajemnicą poliszynela, że finansowego magnata i marzącego o modelu prezydenckim Zemana łączy swoisty polityczny pakt, ale mało kiedy przejawiło się to z taką wyrazistością. W myśl tego paktu Zeman oskarża Sobotkę o łamanie umowy koalicyjnej i odwleka.

W tym momencie dynamiki dodał kolejny wyciek, i tym razem sprawa jest grubszego kalibru. Ponownie zarejestrowano kogoś o głosie i manierze mówienia przywodzących na myśl Babiša. Właściciel głosu wplatający słowackie słowa do języka czeskiego prowadzi rozmowę, z której wynika, iż ma dostęp do akt toczących się postępowań sądowych. Jeśli okazałoby się to prawdą, pogłoski o mackach słowackiego potentata oplatających wszystkie istotne struktury państwowe,  stałyby się twardym faktem.

Babiš nie zmienia jednak linii obrony. Rząd należy do najlepszych po 1989. Gospodarka kwitnie. Nagrania są zmanipulowane. Wrogowie knują spiski. Słowem, cały ten raban jest bezpodstawny. Ale ugodowy i miękki Sobotka ukazuje twardsze oblicze i grozi prezydentowi trybunałem konstytucyjnym. Los ministrów jest bowiem w rękach premiera i prezydent powinien ich odwołać na wniosek szefa rządu i to bez nieuzasadnionej zwłoki.

Jednak podupadający na zdrowiu Zeman w pełni wszedł w rolę starca, który uczynił ze swych kaprysów i obsesji kompas, wyznaczający kierunek działań politycznych. Ta rola nie nastraja go do myślenia w kategoriach państwa, na odwrót, pcha go do małpich figli i ściągania na siebie uwagi i to sposobami, które czasem można określić jako niewybredne.

Kiedy rządowy konflikt trwał w najlepsze, Zeman udał się w kierunku preferowanym od czasu objęcia rządów, czyli do Chin. Po powrocie zdążył jeszcze wypuścić zasłonę dymną ułaskawiając, najsłynniejszego więźnia w kraju, skazanego na podwójne morderstwo na zlecenie Jiřigo Kajínka. I choć zdobył kilka punktów w oczach zwolenników tezy o niewinności zbója Kajínka, na nic się to zdało. Na tym etapie opór Babiša ostatecznie skruszał. Oligarcha wyznaczył następcę w roli ministra finansów a wyczerpany bojem Sobotka mógł odetchnąć.

Preferensje wyborcze; źródło cvvm
Preferensje wyborcze; źródło cvvm

Kaprysy ludu

Wnioski z tego zawirowania są niewesołe. Okazuje się bowiem, że cześć społeczeństwa choć kierująca się skądinąd słusznym gniewem na nieudolność państwa i nieczyste zagrania polityków, zupełnie nie zraża się łamaniem elementarnych reguł demokratycznej gry o braku klasy nie wspominając. Poparcie dla graczy w których wyborcy upatrują maczugi, za pomocą której solidnie zdzielą establishment, utrzymuje się na wysokim poziomie. Wydaje się, iż żadna afera nie jest w stanie odrzeć ze złudzeń dwudziestu procent respondentów, który nieodmiennie deklarują poparcie dla ruchu ANO. Przygnębia kolejna, tak samo liczna grupa, która nie pofatyguje się do urn wyborczych.

Długim cieniem na scenie politycznej kładzie się również fakt, że choć zaplanowane na luty 2018 prezydenckie wybory zbliżają się nieubłaganie, żaden ze znanych kontrkandydatów nie jest figurą na tyle wyraźną i znaną, aby stanowił groźbę dla Zemana. Nie oznacza to, że w kraju brakuje silnych osobowości, ale te nie kwapią się do rzucenia się w wir politycznej walki. Tak oto niebezpieczna kombinacja ludowego gniewu dającego czek in blanco osobowościom autorytarnym, obojętności i ograniczonej podaży stwarza warunki sprzyjające niebezpiecznym zjawiskom. Najniewinniejszym z nich jest postępujący upadek kultury politycznej, natomiast wariantem pesymistycznym jest demontaż systemu i rosnące poparcie dla rządów silnej ręki.

źródła: ihned, Seznam

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s